„Pielęgniarka ma być jak maszyna, która pracuje bez przerwy” – rozmowa z Pielęgniarką na Obcasach o brakach kadrowych w ochronie zdrowia

Ten tekst przeczytasz w 5 min.

„Pielęgniarek w Polsce brakuje dramatycznie. Od tych, które są, oczekuje się, że będą pracowały na dwa, trzy etaty, bez upominania się o swoje prawa. Jesteśmy kozłami ofiarnymi systemu” – mówi w rozmowie z Evereth News Anna Zawalnicka, autorka bloga Pielęgniarka na Obcasach.

Rozmawiała: Marta Bogucka

Pielęgniarstwo pozostaje w polskiej branży medycznej jednym z najbardziej deficytowych zawodów. Według statystyk średnia wieku polskiej pielęgniarki stale się zwiększa i obecnie jest to 52 lata. Jakie Pani zdaniem są przyczyny tego problemu? Dlaczego mamy tak mało młodych pielęgniarek?

Powodów jest kilka. Pierwszy, moim zdaniem najważniejszy, to brak prestiżu. Pielęgniarstwo nie jest w Polsce zawodem należycie docenianym ani szanowanym. To, jak jesteśmy postrzegane, negatywne stereotypy nie skłaniają młodych ludzi do wyboru tego zawodu.

Problemem nadal pozostają też wynagrodzenia. Nie tylko są one w wielu przypadkach za niskie, ale też nierówne, nieproporcjonalne.

Co ma Pani na myśli?

W niektórych placówkach pielęgniarki, w szczególności te z wykształceniem wyższym i specjalizacjami, zaczynają być doceniane finansowo i bardzo się z tego cieszymy. Nadal jednak występują dysproporcje w płacach pomiędzy szpitalami publicznymi i prywatnymi, pomiędzy placówkami w dużych miastach i małych miejscowościach. Jeżeli mamy osobę z małej miejscowości, gdzie na rynku nie ma konkurencyjności, to ona nie ma szansy na dobre zarobki. Może ewentualnie wyjechać do większego miasta, ale nie każdy się na to zdecyduje.

Jednym ze sposobów rozwiązania problemu deficytów kadrowych miało być wprowadzenie norm zatrudnienia pielęgniarek. Jak przepisy mają się w tym względzie do rzeczywistości?

Kiedy te przepisy wchodziły w życie, środowiska pielęgniarskie były pełne entuzjazmu. Liczyliśmy, że na dyżurach będzie więcej pielęgniarek, dzięki czemu pacjenci otrzymają lepszą, bardziej profesjonalną opiekę. Szpitale odniosły się jednak do norm zatrudnienia inaczej – nie poprzez zwiększenie liczby pielęgniarek, tylko zmniejszenie liczby łóżek. Trudno powiedzieć, czy dyrekcje próbowały w ten sposób zaoszczędzić, czy po prostu na tyle brakowało pracowników na rynku.

Faktem jest jednak, że dyżury, które odbywały się w obsadzie jednej, dwóch lub trzech pielęgniarek, są nadal prowadzone w ten sam sposób. Normy zatrudnienia nie wniosły więc nic.

Ile pracuje przeciętna polska pielęgniarka? Jak wygląda to z Pani perspektywy – ile czasu pochłania Pani praca, a ile zostaje go na odpoczynek i dla rodziny?

Jestem właśnie po 36-godzinnej zmianie. W ciągu miesiąca wyrabiam w dwóch miejscach pracy półtora do dwóch etatów. Większość pielęgniarek, które znam, też pracuje przynajmniej na dwa etaty.

Z czego to wynika?

Na początku jest to oczywiście kwestia zarobków. Wiadomo, że każda chciałaby chociaż trochę sobie dorobić. Potem jednak pojawia się presja w związku z brakami kadrowymi. Nawet jeżeli nie chce się brać dodatkowych dyżurów, planuje się dzień wolny, to i tak urywają się telefony od oddziałowych z prośbami o przyjście do pracy, bo nie ma kogo obstawić, nie ma jak ułożyć grafiku. I takie sytuacje są na porządku dziennym, tak to wygląda w każdym szpitalu. Pielęgniarki żyją z dyżuru na dyżur, od grafiku do grafiku. Koło się zamyka.

Z brakami kadrowymi wiąże się też kwestia bezpieczeństwa. W chwili obecnej w środowiskach pielęgniarskich głośno jest o zapisach tzw. Tarczy 4.0, według których za popełnienie błędu medycznego, również nieumyślne, grozi więzienie. Mniej pielęgniarek na dyżurze to więcej obowiązków, a więcej obowiązków to duże zmęczenie. Wtedy łatwiej o pomyłkę.

Tak, to ważny problem. Szczególnie w przypadku, kiedy w danej placówce nie pracuje się codziennie, tylko np. dojeżdża na dyżur raz w tygodniu. W takim przypadku muszę być bardziej czujna, zwracać większą uwagę na leki i zlecenia dla poszczególnych pacjentów, zwłaszcza jeśli jestem zmęczona po dyżurze w innym szpitalu, bo ryzyko błędu jest wtedy bardzo duże.

Firmy farmaceutyczne też nie ułatwiają nam pracy. Wcześniej było tak, że leki jednej firmy łatwo było odróżnić – jeden miał pomarańczowe opakowanie, inny zielone. Teraz wszystkie są białe, z tą samą szatą graficzną, tą samą czcionką. W pośpiechu, będąc zmęczonym, naprawdę łatwo popełnić błąd, który może mieć bardzo poważne konsekwencje. Zarówno dla pacjenta, jak i dla nas.

Z powodu braków kadrowych zagrożone może być nie tylko bezpieczeństwo pacjentów, ale również personelu. Niektóre zlecenia powinny być wykonywane przez kilka pielęgniarek, ale ograniczona obsada dyżurów nie zawsze na to pozwala.

Pielęgniarka według zasad BHP może dźwigać maksymalnie 20 kg. Co jeżeli trzeba podnieść lub obrócić pacjenta, który waży 100 kg? Teoretycznie powinno to robić pięć pielęgniarek, na dyżurze są tylko dwie. Trzeba poprosić o pomoc lekarza, ale czasami usłyszy się, że lekarz nie jest od dźwigania pacjenta. Według przepisów BHP w takim przypadku pacjenta trzeba zostawić, ale tego przecież nie zrobimy. Przepisy BHP obowiązujące w szpitalach nijak mają się do realiów pracy pielęgniarek. I to nawet pomimo tego, że pracodawcy zapewniają dodatkowe sprzęty, rolki, wałki do podnoszenia, transportery. I tak dźwigamy więcej niż powinnyśmy.

Problem braków kadrowych uwidocznił się jeszcze bardziej w czasie epidemii. Dopiero ona dobitnie pokazała, że w polskim systemie dramatycznie brakuje pielęgniarek.

Tak, to prawda. Wystarczy, że jedna pielęgniarka pójdzie na kwarantannę, żeby posypały się grafiki na dwóch lub trzech oddziałach, a nawet w kilku szpitalach. W dobie epidemii pielęgniarka stała się kozłem ofiarnym systemu. Przestały nas obowiązywać prawa gwarantowane przez Kodeks pracy. Nagle okazało się, że możemy pracować na doby, pracodawca może nas ściągnąć z urlopu lub nie dać urlopu, wprowadzić dyżury pod telefonem za niższą stawkę. Potraktowano nas jak niezniszczalne maszyny, które po prostu mają pracować, nie mają żadnych praw, nie mogą się o nic upomnieć. Nie wyobrażam sobie, jak młodzi ludzie mieliby, patrząc na tę sytuację, decydować się na pielęgniarstwo. Wiem, że ja wobec tego, co się dzieje, nie mogłabym już z czystym sumieniem polecić tego zawodu.

Dziury kadrowe próbowano w ostatnim czasie łatać poprzez wprowadzanie nowych przepisów. Pojawiły się takie inicjatywy jak likwidacja niektórych specjalizacji dla pielęgniarek czy powrót do kształcenia w liceach medycznych. Czy Pani zdaniem to dobry sposób na rozwiązanie problemu?

To najgorsza decyzja, jaką rządzący mogli podjąć. Pielęgniarstwo nie może się cofać. Polska pielęgniarka z wyższym wykształceniem to wartościowy pracownik, ma dużą wiedzę i szerokie kompetencje, może pracować w wielu państwach Unii Europejskiej. Powrót do liceów medycznych i likwidacja specjalizacji to byłby krok w tył, którego konsekwencją byłaby dla pielęgniarek utrata profesjonalizmu i samodzielności. Wróciłybyśmy do czasów, kiedy pielęgniarki były tylko pomocnicami lekarzy. Nie możemy się na to zgodzić.

Jak w takim razie Pani zdaniem można rozwiązać problem braku kadr?

W szpitalach powinno być zatrudnianych więcej opiekunów medycznych. W tym momencie spotyka się ich tylko na oddziałach internistycznych, na geriatrii, w zakładach opieki lecznicej oraz w domach pomocy społecznej, a potrzebni są na każdym oddziale. Wszędzie zdarzają się pacjenci leżący, którzy potrzebują pełnej toalety ciała, regularnego zmieniania pozycji, kontrolowania parametrów życiowych i płynów. Opiekun medyczny mógłby z powodzeniem wspierać pielęgniarkę w tego rodzaju obowiązkach. Mógłby być naprawdę wartościowym i potrzebnym członkiem zespołu terapeutycznego. Dzięki jego pomocy dyżury stałyby się dla pielęgniarek dużo łatwiejsze. Mając takie wsparcie, mogłybyśmy się skupić na swoich obowiązkach, poświęcić pacjentom więcej uwagi, wykonywać swoją pracę efektywniej. Wszyscy by na tym zyskali – i my, pielęgniarki, i pacjenci, i cały system.

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

Przeczytaj także: Co drugi lek kupowany w internecie może być sfałszowany. Jak się przed tym uchronić?

1 comment

    Masakra…a najgorsze że to właściwie sama prawda. Mało która pielegniarka ma nerwy z żelaza i rzeczywiscie wykonuje swoje obowiazki z zacisnietymi zebami do samej emerytury. Co innego to prywatne szpitale. W medicover po pierwsze niedziele są wolne, a grafiki w miare elastyczne. Na pewno nie ma siedzenia na dyżurach po kilkanaście godzin. Ludzie to ludzie a nie maszyny, musza odpoczywać

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy