18 razy byłem na detoksie, co najmniej sto razy na „wytrzeźwiałce” – wywiad z trzeźwym alkoholikiem

Ten tekst przeczytasz w 5 min.

– To było bardzo destrukcyjne picie, łącznie z denaturatem. 18 razy byłem na detoksie, co najmniej sto razy na „wytrzeźwiałce”. Nabawiłem się padaczki alkoholowej, co więcej „przepiłem” nogę – opowiada w rozmowie z Evereth News Rafał Borowski, który po dziesięciu latach choroby alkoholowej zerwał z nałogiem.

18 razy byłem na detoksie, co najmniej sto razy na „wytrzeźwiałce” - wywiad z trzeźwym alkoholikiem

Evereth News, Natalia Janus: Jak długo jest Pan trzeźwy?

Rafał Borowski: Nie piję alkoholu tylko i aż 3 lata i 3 miesiące. Pomimo tego, że na ogół czasu nie liczę, 19 stycznia 2018 r. wydarzył się cud. Rzuciłem alkohol, wstałem z wózka i opuściłem mury ośrodka dla bezdomnych.

To było bardzo destrukcyjne picie, łącznie z denaturatem. 18 razy byłem na detoksie, co najmniej sto razy na „wytrzeźwiałce”. Żeby nie zamarznąć na ulicy, zdarzało się, że sam dzwoniłem na policję i zgłaszałem siebie samego.

To już była obsesja i droga donikąd. W październiku 2010 r. zostałem eksmitowany. Dlatego przez alkohol wylądowałem na ulicy i trafiłem do ośrodka dla bezdomnych, w którym nie umiałem sobie znaleźć miejsca.

A kiedy zorientował się Pan, że alkohol niszczy Pana życie?

– Bardzo trudno jest mi określić czas, w którym uświadomiłem sobie, że jestem uzależniony od alkoholu. Sam wielokrotnie się nad tym zastanawiałem, kiedy tę granicę przekroczyłem. Ja po prostu piłem, to było dla mnie jak herbata…

Punktem zapalnym, który miał ogromny wpływ na mój alkoholizm był rok 1994 (miałem 21 lat), pożar Hali Stoczni Gdańskiej podczas koncertu zespołu Golden Life. Byłem jedną z 300 osób, które w tym wydarzeniu ucierpiały. W pożarze doznałem oparzenia prawej ręki, drugiego i trzeciego stopnia, konieczny był przeszczep skóry. Aż 10 lat zajęło mi, zanim przestałem zasłaniać rękę długim rękawem. Żegnałem się wówczas z życiem. Nie umiałem sobie poradzić w tym czasie z emocjami, dlatego ukojenie znalazłem w butelce. Ponadto rok wcześniej zmarła moja Mama, w wieku 47 lat. Dla mnie to był wielki strzał, nie potrafiłem się odnaleźć w życiu.

„Alkohol nie jest już moim problemem” - Światowy dzień Trzeźwości

Jak alkoholizm wpłynął na Pana zdrowie?

– „Przepiłem” nogę, na wózku inwalidzkim jeździłem 3 lata. W wyniku zaniedbania małej rany doszło do ropowicy. Wówczas usłyszałem od lekarzy, „albo tniemy nogę albo do piachu”. Fakt ten sprawił, iż uświadomiłem sobie, jak bardzo picie mi się nie opłaca, dlatego zacząłem trzeźwieć dla samego siebie. Świadomość uzależnienia była bardzo męcząca. Z jednej strony musiałem „przyjąć dawkę alkoholu”, ponieważ była to obsesja, ale jednocześnie zaczęło mi to przeszkadzać, ponieważ wiedziałem, że jak nie przestanę pić, umrę.

Przez alkohol zachorowałem również na padaczkę alkoholową, przez którą również otarłem się o śmierć. Przy tej chorobie nie dostajemy ostrzeżenia, zmywając naczynia obudziłem się na podłodze z rozciętym łukiem brwiowym, w kałuży krwi. Oprócz tego, będąc w ciągach alkoholowych, miesięcznych czy wielomiesięcznych wielokrotnie przechodziłem różnego rodzaju choroby, takie jak np. zapalenie oskrzeli czy zapalenie płuc z sepsą. Był to kolejny moment, kiedy jedną nogą byłem na tamtym świecie. Jedynym plusem hospitalizacji z powodu tych chorób był fakt, że chociaż „na chwilę” trzeźwiałem.

Miałem również powiększoną wątrobę, wystąpił u mnie również niedowład jednej nogi, nagle. Budząc się rano po jednej z imprez poczułem, że jestem sparaliżowany od pasa w dół. Dopiero po 3-4 dniach to uczucie „znieczulenia” zaczęło mi przechodzić. Miałem też polineuropatię alkoholową, czyli tzw. kaczy chód, który powodował, że nie mogłem ruszać stopą. Połączenia neuronowe przekaźników były po prostu przepite.

Jak wspomina Pan swoje życie jeszcze przed uzależnieniem? Czy był Pan świadomy swojej choroby alkoholowej?

– Jak patrzę z perspektywy czasu na to co robiłem, czym się zajmowałem i jakie życie prowadziłem to zdaję sobie sprawę, że to wszystko było jakby „pod przykrywką”, za maską. Niby byłem szczęśliwy, duszą towarzystwa, ale tak naprawdę to chowałem się za tą butelką.

Co spowodowało, że zdecydował się Pan żyć w trzeźwości?

– Mój proces wychodzenia z alkoholizmu trwał bardzo długo i mam świadomość tego, że wiele czasu zmarnowałem. Po drodze miałem momenty zwątpienia, wracałem do alkoholu. Z czasem zrozumiałem jednak, że życie w trzeźwości zaczęło mi się po prostu opłacać. Zacząłem ponownie doceniać te wszystkie wartości, takie jak np. prozaiczne zjedzenie truskawek, pokrojenie natki pietruszki do zupy. Ponownie, ponieważ ja tych wartości nigdy nie zatraciłem.

Niezwykle istotnym czynnikiem, bez którego nie udałoby mi się uciec od nałogu, było zajęcie. Ukojenie w procesie trzeźwienia znalazłem komponując refleksyjną muzykę do wierszy z całą sinusoidą uczuć Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.

Powiedział Pan, że decyzję o zaprzestaniu picia podjął Pan samodzielnie?

– Na pierwszą terapię zostałem skierowany sądownie, zmuszony przez Tatę, który nie potrafił sobie poradzić ze mną. Wówczas byłem świadomy swojego uzależnienia, jednak nie umiałem przestać pić. Nie wiem dlaczego, taki miałem sposób na życie.

Chciał Pana ratować?

– No właśnie o to chodzi. Dla niego była to jedyna pomoc, jaką może mi zaoferować. Nie umiał ze mną np. porozmawiać czy zapytać, jak się czuję, czego potrzebuję. Jednak tej terapii w ogóle nie pamiętam. To jest trochę jak z lekturą, jak jesteśmy zmuszeni do czytania to się za bardzo nie chce… Mając 35-40 lat już dawno mogłem się podnieść, jednak brakowało tego impulsu. Do 2018 r., kiedy doznałem oświecenia. Ja tego bardzo chciałem, bardzo pragnąłem mieć normalny dom, wrócić do tego co miałem wcześniej.

Ukończyłem 2 terapie z dyplomem i według mnie, terapia jest jedynym wartościowym sposobem na poradzenie sobie z chorobą alkoholową. Pomimo tego, że dały mi one bardzo dużo, uczestniczyłem w nich z zaangażowaniem, mi się to po prostu bardzo podobało i pozwoliło mi poznać siebie, jeszcze przez długi czas po ich ukończeniu piłem.

„Alkohol nie jest już moim problemem” - Światowy dzień Trzeźwości

Wspomniał Pan o impulsie. Usłyszałam kiedyś słowa pewnego psychologa, który podkreślił, że jeżeli ktoś nie ma odpowiedniego bodźca, to dlaczego miałby w sumie przestać pić?

– No właśnie, to jest logiczne. Bardzo spodobało mi się to, że podczas terapii poznałem te mechanizmy, koło z uczuciami i emocjami. Jak nie ma sensu, tego celu, to po co ten alkohol rzucać. Zawsze jest powód do wypicia. Moi kompani z ulicy, z którymi niejednokrotnie piliśmy denaturat w wieku 40 lat już nie żyją. Ja sam również kilkukrotnie uniknąłem śmierci. M.in. wtedy, kiedy znaleziono mnie gdzieś koło lotniska, minus 17 stopni i akurat przejeżdżał samochód… Przez alkohol można zginąć pośrednio lub bezpośrednio w każdej chwili. Tylko, że ludzie nie mają jeszcze tej świadomości. Ja też jej nie miałem…

W ramach autoterapii w zeszłym roku założyłem swój kanał na YT Testmisja. Dostaję bardzo dużo pozytywnych komentarzy, że dzięki mnie osoby te zdecydowały się na terapię. Od pół roku chodzę także na terapię indywidualną.

A jak ze wsparciem rodziny/ przyjaciół w tamtym czasie?

– Skłamałbym, gdybym powiedział, że wówczas wsparcia nie otrzymałem. Z biegiem lat to się jednak zmieniło. Jest to dla mnie ogromna strata, nie ma nic gorszego niż samotność. Lata mojego alkoholizmu pamiętam jak przez mgłę. Wszystkie momenty z życia zlewają mi się, wiele z nich wypieram, ponieważ tak naprawdę to pogniewałem się na alkohol.

Czy ma Pan poczucie, że alkoholikiem zostaje się do końca życia?

– Dla mnie alkoholizm jest już definitywnie zakończony. Chciałbym wyciąć ten czas i kontynuować swoje plany, m.in. Stowarzyszenie „Kultura bez barier”, z którym przez muzykę i moje prelekcje chcieliśmy docierać do osób wykluczonych m.in. z domów poprawczych czy więzień.

Nie czuje Pan zagrożenia, że nałóg wciągnie Pana ponownie?

– Absolutnie nie. W sklepie koło półek z alkoholem przechodzę obojętnie, tak jak koło pampersów, podpasek. Wiem, że to nie jest dla mnie. Kończąc z nałogiem najważniejsze jest to, aby zerwać z nim na zawsze. Nie ma eksperymentów, prób picia kontrolowanego. Teraz wiem jedno, jeżeli będę chciał wypić to będzie to moje świadome samobójstwo, ponieważ wiem, że ja już drugi raz nie powstanę. Mnie się udało, jednak wielu alkoholików podkreśla, że nie tak trudno jest rzucić alkohol, jednak znacznie gorzej odnaleźć się w życiu na trzeźwo, ciągnąc niekiedy swój tzw. ogon, w postaci zadłużenia, sprawy w sądzie. Dlatego chcę jeszcze jak najwięcej zrobić, zanim się ściemni…

 

Wywiad powstał z okazji Światowego Dnia Trzeźwości, który na całym świecie obchodzony jest 15 kwietnia.

 

https://www.facebook.com/everethnews

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy