Praca pielęgniarki w punkcie szczepień przeciwko COVID-19 – jak naprawdę wygląda?

Ten tekst przeczytasz w 4 min.

W rozmowie z Evereth News pielęgniarki Anna Zawalnicka i Magdalena Gnosowska opowiadają o praktycznych aspektach pracy w punkcie szczepień przeciwko COVID-19 oraz o tym, z jakimi wyzwaniami mierzą się w codziennych obowiązkach związanych ze szczepieniami.

Marta Bogucka, EverethNews.pl: Pani Magdaleno, ile wykonała dziś Pani szczepień?

Magdalena Gnosowska: Dziś miałam zapisanych 30 osób na podanie pierwszej dawki szczepionki. To znaczny postęp, ponieważ na początku programu szczepień mieliśmy ograniczenia, każda przychodnia otrzymywała tylko 30 dawek na tydzień. Dzięki temu, że do użytku wchodzą kolejne szczepionki, możemy szczepić więcej osób.

Ile trwa takie szczepienie?

Cała procedura przebiega w taki sposób, że pacjent najpierw pobiera i wypełnia ankietę zdrowotną, przechodzi kwalifikację do szczepienia u lekarza, a następnie, już z kwalifikacją, przychodzi do mnie. Samo szczepienie trwa bardzo krótko – 2-3 minuty. Po szczepieniu przez 15 minut obserwujemy pacjenta pod kątem wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego. I to wszystko.

Czy zdarzają się podczas szczepień problemy organizacyjne, np. z powodu nieobecności pacjenta?

Jeżeli pacjent przyjdzie wcześniej lub później, niż jest umówiony, nie sprawia to problemu. W ciągu godziny powinniśmy zaszczepić minimum 15 pacjentów. Jeśli dojdzie do jakichś roszad, to to niczego nie komplikuje. Gorzej, jeżeli pacjent nie zjawi się w ogóle, natomiast takich sytuacji mamy bardzo mało i mamy na taką ewentualność przygotowaną listę rezerwową. Ja, od kiedy szczepię, nie zutylizowałam jeszcze ani jednej szczepionki.

Ważne są też ograniczenia czasowe. Szczepionki Pfizer możemy przechowywać w postaci nierozrobionej tylko 120 godzin, czyli 5 dni. Musimy tego przestrzegać od godziny do godziny. Po rozpuszczeniu szczepionki mamy 6 godzin na podanie jej pacjentowi. To bardzo ważne.

Jak przebiegają rejestracje na szczepienie? Czy odbywa się to sprawnie?

Bardzo sprawnie. Każda przychodnia, w tym również nasza, wystawia tzw. sloty, czyli grafiki, ile osób szczepimy w dane dni. Część tych slotów to sloty wewnętrzne, czyli terminy szczepień umawiane dla pacjentów przychodni przez rejestratorki i sekretarki medyczne, natomiast sloty zewnętrzne są przeznaczone dla osób z całej Polski, które chcą się zarejestrować akurat w tej placówce. Funkcjonuje to bardzo dobrze, każdy dzień mamy zapełniony.

Czy ustalony przez rząd harmonogram pomaga w rejestracji i prowadzeniu szczepień czy to utrudnia?

Myślę, że zdecydowanie pomaga. Gdyby nie było wskazanych konkretnych roczników i grup, bardzo duża liczba osób chciałaby się zapisać w jednym momencie. To na pewno ułatwiło nam pracę.

Czy spotkała się Pani z pretensjami lub innymi negatywnymi reakcjami pacjentów, np. z powodu odległych terminów szczepień?

Nie, akurat w naszym ośrodku pacjenci są zadowoleni, ponieważ terminy są szybkie. Zbieramy same pozytywne opinie. Zapisują się do nas również pacjenci z innych ośrodków, gdzie terminy były dłuższe.

Pani Aniu, Pani Magdaleno, obie zajmują się Panie koordynacją punktu szczepień masowych w Kluczborku. Jak będzie wyglądał ten punkt szczepień?

Anna Zawalnicka: Punkt szczepień mamy przygotowany na cztery stanowiska kwalifikujące oraz dwanaście stanowisk do szczepienia. Do każdego stanowiska szczepień przypisane są pielęgniarka oraz sekretarka medyczna.

Za co odpowiadały Panie przy tym przedsięwzięciu?

Anna Zawalnicka: Wraz z zespołem technicznym obie odpowiadałyśmy za przygotowanie sali. Punkt szczepień trzeba było przygotować od zera, łącznie z położeniem specjalnej podłogi, stworzeniem stanowisk i wyposażeniem ich w sprzęt medyczny. Musimy być w pełni przygotowani nie tylko na samo szczepienie, ale również na możliwe powikłania, odczyny poszczepienne, nagłe sytuacje.

Magdalena Gnosowska: Ja odpowiadałam dodatkowo za weryfikację i szkolenie personelu. W naszym punkcie szczepień pracują wyłącznie pielęgniarki, które miały już do czynienia ze szczepieniami, więc szkolenie było czysto teoretyczne – jak wygląda szczepionka, jak należy ją rozpuścić i pobrać.

Z jakimi problemami spotkały się Panie przy organizacji punktu szczepień?

Anna Zawalnicka: Największym wyzwaniem był czas, ponieważ mieliśmy go bardzo mało. Cała organizacja przebiegła w ciągu dwóch tygodni. W organizacji bardzo pomogły władze miasta, które udostępniły halę i wsparły wyposażenie placówki finansowo. Niestety punkt szczepień nie zaczął działać wtedy, kiedy byliśmy na to gotowi, ponieważ nie dotarła dostawa szczepionek.

Rząd zapowiada, że w wakacje ma nastąpić otwarcie rejestracji dla wszystkich chętnych na szczepienia. Czy punkt szczepień, w którym Panie pracują, podoła obsłużeniu większej liczby pacjentów?

Anna Zawalnicka: Myślę, że problemem jest w tej chwili brak szczepionek, a nie zbyt duża liczba osób do zaszczepienia. Nasz punkt szczepień jest przygotowany na zwiększanie liczby wykonywanych szczepień. Jedyną blokadę stanowi brak szczepionek.

Co Panie sądzą o pomyśle rządu, by szczepienia wykonywać m.in. w dużych zakładach pracy?

Anna Zawalnicka: Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Placówka, w której wykonuje się szczepienia, musi być dostosowana do tego, żeby można było natychmiast udzielić pacjentowi pierwszej pomocy. W zakładach pracy nie ma zestawów przeciwwstrząsowych, całego osprzętowania medycznego, możliwości monitorowania pacjenta i udzielenia mu szybkiej pomocy. Dlatego powinniśmy skupić się na budowie masowych punktów szczepień takich jak nasz, w których wykwalifikowany personel dba o odpowiednie warunki i wyposażenie. Pacjent, przychodząc na szczepienie, powinien czuć się bezpiecznie, tak jak w każdej przychodni, w każdym szpitalu. Pacjent powinien być na pierwszym miejscu.

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

.

Przeczytaj także: Pielęgniarka wśród najbardziej deficytowych zawodów w Polsce. Jakie są przyczyny?

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy