„Najtrudniejszy był brak kontaktu ze światem poza szpitalem”

Ten tekst przeczytasz w 4 min.

Jak podkreśliły w wywiadzie dla portalu Evereth News Anna Jędra, oddziałowa II oddziału zakaźnego oraz Krystyna Głuch, oddziałowa I oddziału zakaźnego Szpitala przy ul. Koszarowej we Wrocławiu, Laureatki XVI edycji Konkursu Pielęgniarka Roku, na początku nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielu pacjentów będzie hospitalizowanych i jak długo potrwa pandemia. Dużym zaskoczeniem był również strach.

Agnieszka Baran, Evereth News: Mają Panie duże doświadczenie w pracy na oddziałach zakaźnych. Jak wyglądały pierwsze dni pandemii na oddziałach, którymi Panie kierują? Byliście przygotowani na taki rozwój wydarzeń?

Anna Jędra: W pierwszych dniach pracy w pandemii bardzo nam pomogła próba generalna, którą przeszliśmy 5 lat temu, kiedy do naszego szpitala trafił pacjent z podejrzeniem zakażenia wirusem eboli. Pacjent przebywał w izolatorium kilkanaście godzin. Od tamtego czasu wielokrotnie przeprowadzałyśmy w szpitalu ćwiczenia, sprawdzałyśmy, jakie występują problemy i jak je rozwiązać, interesowałyśmy się najnowszymi trendami w dziedzinie ochrony osobistej personelu, kontrolowałyśmy, jakiego sprzętu nam brakuje i co należy dokupić. Dlatego kiedy na początku marca 2020 r. w szpitalu pojawili się pacjenci z koronawirusem, najpierw korzystałyśmy z tego, co znacznie wcześniej zostało przygotowane w związku z ebolą: kombinezony, maski filtrujące i inny sprzęt ochrony osobistej.

Krystyna Głuch: Podczas pandemii COVID-19 musiałyśmy się stać jeszcze czujniejsze, a wręcz wyczulone na bezpieczeństwo pacjentów i nasze – personelu oddziału czy całego szpitala. Przygotowywałyśmy się do tego od stycznia 2020 r. – opracowywaliśmy nowe procedury, wykonywaliśmy ćwiczenia ubierania się, a zwłaszcza bezpiecznego zdejmowania kombinezonów, które z racji pobytu przy pacjencie wysoce zakaźnym stanowiły zagrożenie. Ważne było zorganizowanie i zabezpieczenie sal dla chorych, a także organizacja oddziałów w zupełnie nowym systemie.

Co było dla Pań największym zaskoczeniem na początku pandemii?

AJ: Na początku nie zdawałyśmy sobie sprawy z tego, że tak wielu pacjentów do nas trafi i że potrwa to tak długo. Myślałyśmy raczej, że to będzie kwestia kilku osób. Przyszło nam jednak pracować w takim systemie i trudnych warunkach przez wiele miesięcy.

KG: Dużym zaskoczeniem – przynajmniej dla mnie – był też strach. Najbardziej baliśmy się nie o samych siebie, ale o to, że możemy przenieść wirusa do domu, gdzie są nasi bliscy w różnym wieku i z rożnymi chorobami. Strach był potęgowany przez fakt, że dla niektórych zakażenie Covid-19 mogłoby oznaczać śmierć, w najlepszym przypadku ciężki przebieg choroby. Dlatego wkładając strój ochrony osobistej, sprawdzaliśmy się nawzajem bardzo dokładnie. Mieliśmy lustro, aby dokładnie się obejrzeć i upewnić, czy wszystko zostało poprawnie założone i szczelnie zapięte.

W wyniku wybuchu pandemii COVID-19 Państwa szpital został przekształcony w szpital jednoimienny, zakaźny. Jak ten fakt wpłynął na Państwa pracę?

AJ: Przed pandemią mieliśmy ok. 20 pacjentów na dobę. W trakcie pandemii na izbę potrafiło się zgłosić ok. 120 pacjentów. Trzeba było stworzyć dużą izbę przyjęć dla pacjenta covidowego. Musieliśmy zorganizować przenośną diagnostykę obrazową dla pacjenta z koronawirusem, punkty wymazowe i punkt wymazowy mobilny, triage dla pacjentów oraz wiele innych miejsc. Ponadto oddziały niezakaźne zostały przekształcone w oddziały covidowe. Trzeba było personel z tych oddziałów przeszkolić, nauczyć pewnych rzeczy, które do tej pory nie były im potrzebne w pracy, a stały się konieczne, aby się nie zakazić i nie zachorować.

KG: Trzeba było na nowo zorganizować opiekę nad pacjentem, do którego można wejść tylko tyle razy, ile chory tego wymaga. Ponadto sale zostały wyposażone w monitoring, dzięki czemu widzimy naszych pacjentów i możemy ocenić, co będzie potrzebne, jeszcze przed wejściem na salę. Po przyjęciu każdy pacjent otrzymuje pulsoksymetr i termometr, a także numer telefonu do dyżurki pielęgniarek i lekarskiej, aby móc w każdej chwili do nas zadzwonić. Śluzy zostały oszklone, abyśmy widziały pacjentów jeszcze przed wejściem na salę. Często z tego korzystamy. Dopytujemy, czy nasi pacjenci czegoś nie potrzebują, żeby wejść do środka dobrze przygotowanym.

AJ: Zorganizowałyśmy dwunastogodzinny, bardzo ścisły podział kompetencji, który uwzględnia, kto czuwa nad całością, kto wchodzi do pacjentów, kto zabezpiecza oddział w leki, środki ochrony osobistej itd. Zwiększyliśmy liczbę personelu, bowiem dotychczasowa obsada nie była w stanie poradzić sobie z tyloma obowiązkami.

Za nami już trzy fale pandemii. Jak praca w tym okresie wpłynęła na Pań życie prywatne?

AJ: Przez cały ten okres towarzyszył nam ogromny stres. Na pewien czas musiałam się wyprowadzić z własnego domu, ponieważ mąż, który wrócił z pracy w Wielkiej Brytanii, odbywał czternastodniową kwarantannę. Mogłam z nim odbywać tę kwarantannę i odpocząć, ale czułam, że nie mogę zostawić mojego oddziału, pacjentów i personelu w tak trudnym czasie. 

Często czułam się bardzo zmęczona fizycznie, ale zmęczenie psychiczne było o wiele trudniejsze. Nad zmęczeniem fizycznym można zapanować – wyspać się, odpocząć. Ze zmęczeniem psychicznym było trudniej sobie poradzić. Nawet po powrocie do domu dalej myślałam o pracy i odbierałam telefony ze szpitala.

KG: Zeszły rok był dla mnie bardzo burzliwy. Przez trzy miesiące nie widziałam się z moimi bliskimi. Był taki czas, kiedy myślałam, że już dłużej nie dam rady. Wtedy cała moja rodzina bardzo mnie wspierała. Bliscy otoczyli mnie opieką, w wielu życiowych czynnościach mnie wyręczali. Dzwonili, robili zakupy, gotowali obiady.

Najtrudniejszy był brak kontaktu ze światem poza szpitalem. Wszystko, co wtedy robiłam i o czym myślałam, to szpital, pacjenci i jak wszystko zorganizować, a czasami jak przetrwać. Nie miałyśmy żadnego życia poza pracą, żadnej prywatności. Byli tylko nasi pacjenci i praca w oddziale.

Specjalizują się Panie w opiece nad pacjentami z chorobami zakaźnymi. Co sprawiło, że wybrałyście właśnie tę specjalizację?

KG: Praca na tym oddziale to ciągłe wyzwania. Od początku, czyli od 41 lat, jestem pielęgniarką zakaźną i nigdy nie chciałam zmienić oddziału. Jestem pielęgniarką zabiegową i dlatego takie zagadnienia, jak odleżyny, rany przewlekłe czy praca z pacjentami HIV, AIDS, a teraz COVID-19, bardzo mnie interesują. Czuję się spełniona zawodowo, choć bywa ciężko.

AJ: Ja natomiast jestem pielęgniarką 29 lat. Pracę zaczynałam na oddziale anestezjologii i intensywnej terapii, ale po 3 latach podjęłam pracę w szpitalu zakaźnym na Piwnej we Wrocławiu, który później połączył się ze szpitalem na Koszarowej. Praca na oddziale zakaźnym wiąże się z ciągłym poznawaniem i wprowadzeniem innowacji i nowych terapii lekowych. Praca jest intensywna i dynamiczna, ale daje dużo satysfakcji.

 

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

 

 

https://www.facebook.com/everethnews

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy