„Nikt nas nie pyta, jak radzimy sobie ze śmiercią pacjenta”. Rozmowa z pielęgniarką ze szpitala jednoimiennego [cz. 2]

Ten tekst przeczytasz w 4 min.

Rozmawiała: Marta Bogucka

„Najgorsze były pierwsze miesiące pandemii. Czas przeciekał mi przez palce. Żyłam od dyżuru do dyżuru” – mówi Anna Gąsior, autorka bloga Nursegram.pl. W rozmowie z Evereth News opowiada o tym, z jakimi wyzwaniami wiąże się praca pielęgniarki w czasie pandemii i czego medycy potrzebują, by ją przetrwać.

Coraz więcej osób wątpi w istnienie pandemii, szerzy teorie spiskowe, nawołuje do bojkotu, nie stosuje się do zaleceń. Co Pani czuje, patrząc na takie sytuacje, kiedy np. wraca Pani z dobowego dyżuru z zarażonymi wirusem pacjentami?

Jest mi przykro. Na początku próbowałam uświadamiać ludzi, że zagrożenie jest realne, wdawałam się w dyskusje, ale z czasem się przekonałam, że to nie przynosi żadnych rezultatów. Byłam sfrustrowana i zdenerwowana, więc zrezygnowałam z prób tłumaczenia, wycofałam się z działalności w mediach społecznościowych.

Ludzie są zagubieni w napływie informacji, które bombardują ich z każdej strony, codziennie, a w dodatku często są ze sobą sprzeczne. Chciałabym, żeby ludzie potrafili dobierać sobie dobre autorytety, zamiast słuchać celebrytów i pseudonaukowców. Obecnie bardziej stawiam na uświadamianie znajomych i bliskich, bo oni nie negują tego, co mówię.

Jest Pani ciągle narażona na stres, przemęczenie, agresywne reakcje pacjentów, a nawet pretensje obcych osób na ulicy. Jak sobie Pani z tym radzi? Czy ma Pani jakieś sposoby na to, by się od tego dystansować, odpoczywać?

Przed obcymi ludźmi nie przyznaję się do tego, że jestem pielęgniarką. Nie mówię, gdzie pracuję, żeby nie ściągać na siebie lawiny pytań i pretensji.

Wszyscy wiemy, jak funkcjonuje ochrona zdrowia w Polsce. My, medycy, w trakcie pracy też często zderzamy się ze ścianą, jaką jest niewydolność systemu. Nasza praca jest bardzo obciążająca, ale nikt nas nie uczy, jak radzić sobie ze stresem, nie potrafimy stosować technik relaksacyjnych.

Tego, jak radzić sobie ze stresem, powinniśmy się uczyć już na studiach. Przynajmniej kilkanaście godzin w toku studiów powinno obejmować tę tematykę. Myślę, że potrzebujemy też wsparcia psychologów. Medycy często nie mają dostępu do profesjonalnej pomocy psychologicznej. Nikt z nami nie rozmawia o tym, jak się czujemy po dwóch godzinach walki o życie pacjenta, jak radzimy sobie z jego śmiercią. Tłumienie w sobie takich trudnych doświadczeń to prosta droga do wypalenia zawodowego.

Niedawno ukończyła Pani pisanie pracy magisterskiej. Czy mogłaby Pani opowiedzieć, w jaki sposób epidemia utrudniła Pani cały ten proces? Jakie trudności się z tym wiązały?

Najgorsze były pierwsze miesiące pandemii. Każdy dyżur wiązał się z ogromnym stresem i wytężonym wysiłkiem fizycznym. Wobec tego, co się działo, moja praca magisterska wydawała się odległa i nieistotna. Jak miałam się skupić na temacie wpływu brexitu na opiekę zdrowotną, kiedy wracałam do domu po 1,5-godzinnej nieudanej resuscytacji?

Czas przeciekał mi przez palce. Żyłam od dyżuru do dyżuru i byłam całkowicie zrezygnowana. Pracę udało mi się dokończyć dzięki mojej pani promotor. Kosztowało mnie to wiele zarwanych nocy i dużo stresu, ale się udało – 18 września obroniłam tytuł magistra pielęgniarstwa.

Studia mogłam jednak dokończyć tylko dzięki zdalnemu nauczaniu. Uważam, że ta forma edukacji wciąż potrzebuje rozwinięcia i dopracowania, ponieważ powinna być wykorzystywana nie tylko podczas pandemii. Prawie wszyscy studenci pielęgniarstwa na drugim stopniu studiów jednocześnie podejmują pracę zawodową. Mimo zatrudnienia na pełen etat i nawału obowiązków wciąż mają chęci i ambicje, by się rozwijać i podnosić kompetencje. To zaangażowanie należy doceniać poprzez ułatwianie im nauki, zapewnianie komfortowych rozwiązań. Edukacja zdalna może stanowić świetne rozwiązanie, ale trzeba ją najpierw dopracować.

Pomimo licznych wyzwań i trudności często podkreśla Pani, że lubi swoją pracę. Czy zdecydowałaby się Pani na tę drogę po raz drugi, wiedząc, co będzie się działo na świecie w 2020 roku?

Nie zrezygnowałabym z pielęgniarstwa. Praca w obliczu pandemii daje mi niepowtarzalne doświadczenie, którego nie zdobędzie aż tak wielu medyków na świecie.

Poza tym to nagłe załamanie gospodarki, jakie nastąpiło w związku z pandemią, doskonale ukazało, że pielęgniarstwo to stabilny i przyszłościowy zawód. W momencie, kiedy inni ludzie tracili pracę, ja miałam pewne zatrudnienie, a wręcz mogłam przebierać w ofertach.

Każdy dyżur to nowe wyzwania, wciąż uczę się czegoś nowego. Nikt mi nie wmówi, że to nudna, schematyczna i niewdzięczna praca. Jeśli absolwentowi pielęgniarstwa nie podoba się jedna dziedzina, to bez problemu może zacząć specjalizować się w czymś innym. Po pielęgniarstwie jest tak wiele możliwości i perspektyw, że każdy znajdzie coś dla siebie.

Jakiego rodzaju wsparcia potrzebuje personel medyczny od pacjentów, od społeczeństwa? Czas oklasków i peleryn już minął. Czego medycy potrzebują, żeby wytrwać? Wsparcia, szacunku, docenienia, a może po prostu rozsądku i stosowania się do zaleceń?

Myślę, że wzajemnego zrozumienia i dobrej komunikacji. Pacjenci powinni zrozumieć, że chcemy dla nich jak najlepiej. Powinni też wiedzieć, dlaczego pewne rzeczy w ochronie zdrowia nie działają tak, jak powinny i jaki jest tego powód, dlaczego czasem pielęgniarka nie ma czasu do nich podejść, dlaczego długo czekają na rezonans. Pytanie powinno brzmieć – nad czym wspólnie powinniśmy pracować? Bez dialogu i empatii na dłuższą metę nie możemy oczekiwać poprawy.

Przeczytaj też:

„Przez błędy sanepidu siedzę w domu od sześciu tygodni”. Doświadczenia pielęgniarek na kwarantannie – cz. 1

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

Przeczytaj także: Włoscy lekarze przeprowadzili przeszczep obu płuc zniszczonych przez koronawirusa u 18-latka

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy