Ratownik medyczny: „Trzeba być świadomym, że nie jesteśmy bogami”

Ten tekst przeczytasz w 3 min.

Ratownicy medyczni są pierwszą grupą, która pędzi na ratunek ludzkiego życia – są narażeni na bezpośrednie niebezpieczeństwo, gwałtowne reakcje pacjentów i ich rodzin. Są świadkami ludzkich tragedii. W rozmowie z PAP Damian Walas, ratownik medyczny, opowiada o blaskach i cieniach swojej pracy.  

 „Świadomość, że nie możemy nic zrobić, bezradność”

Bardzo często w swojej pracy medycy muszą zmagać się z trudnymi sytuacjami. Jedne dotyczą bezpośrednio śmierci pacjentów, inne związane są z sytuacjami, na które personel medyczny nie ma żadnego wpływu. Zawsze największymi tragediami, jak wskazuje w rozmowie z PAP ratownik medyczny, są te związane z najmłodszymi i najstarszymi chorymi.

– Czasem przyjeżdżamy na miejsce zdarzenia do domu zaniedbanego, rudery, gdzie brakuje pieniędzy na chleb, ale nigdy nie brakuje na alkohol, dzieci są brudne, głodne, zaniedbane… To męczy nas najbardziej, ta świadomość, że nie możemy nic zrobić, bezradność. Oczywiście, udzielamy pomocy, ale dzieci zostają w tej biedzie i nędzy. Są to sytuacje bardzo obciążające nasze głowy. Podobne emocje szarpią nami, gdy jedziemy do starszych ludzi, którymi rodzina przestała się interesować. Żyją czasem w naprawdę skrajnie trudnych warunkach. Bo jeśli chodzi o zmasakrowane ciała w wypadkach, nie robią na nas takiego wrażenia. Masywne krwotoki, odcięte kończyny – z tym jesteśmy mocno oswojeni. Gorzej wyglądają aspekty psychologiczne naszej pracy – opowiada Damian Walas, który wcześniej jeździł w karetce pogotowia ratunkowego, a aktualnie pracuje na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.

„U nas nie mówi się o emocjach”

Ratownik podkreśla również brak odpowiedniego przygotowania psychologicznego do tak ciężkiego zawodu. Wspomina, że na studiach zakres psychologii był bardzo ogólny. Za to ilość stresu i negatywnych emocji w tej pracy jest bardzo duża. Ratownictwo medyczne jest również bardzo trudne, wymaga pracy pod presją czasu, często wśród innych ludzi. Ratownicy muszą myśleć i działać w najbardziej skrajnych sytuacjach. Stres, trauma i negatywne doświadczenia bardzo często zabierają ze sobą do domu. Powód? Brak opieki psychologicznej lub możliwości rozmowy z kimś, kto pomoże przepracować najtrudniejsze sytuacje.

– U nas nie mówi się o emocjach, mamy zakończyć, czy to wyjazd z pogotowiem ratunkowym, czy akcję ratunkową na SOR i musimy wracać do dalszego wykonywania obowiązków. Problemem jest to, że te emocje potem w nas siedzą, tłumimy je. Niejednokrotnie przenosimy je do naszego prywatnego życia. I rzeczywiście, niektórzy uciekają w alkohol. Inni, orientując się, że coś jest nie tak, że mają depresję, udają się do psychiatry, zaczynają się leczyć. Tak więc odreagowujemy w różny sposób. Często to odbija się na naszych najbliższych. Dużo mówi się, żeby pracę zostawiać w pracy, nie zabierać jej do domu. Ale nie zawsze jest to takie proste – powiedział ratownik.

– Zawsze mówię, że warto rozmawiać. To nie jest powód do wstydu, że np. nie radzimy sobie z jakimiś myślami. Nie mówię tego tylko pod kątem pracy ratowników medycznych. Nie jest błędem ani wstydem proszenie o pomoc. Rozmawiajmy z rodziną, z przyjaciółmi, korzystajmy z pomocy psychologa. Takimi małymi działaniami jesteśmy w stanie zmienić na lepsze całe swoje życie – podsumował Daniel Walas.

Brak komunikacji

W pracy ratowników medycznych jednym z najważniejszych elementów jest komunikacja w zespole. Jednak nie zawsze jest to takie proste. W wielu przypadkach zdarzają się spory. Często problemem jest więc ludzkie nastawienie.

– To są przepychanki, gdy personel SOR nie jest zadowolony, że czegoś nie zrobiono w karetce. Każdy z nas też w czasie przekazywania pacjenta słyszał: „A dlaczego do nas? A dlaczego ten pacjent akurat tutaj? A dlaczego on jest taki albo taki?”. To jest bez sensu. Szukamy czasem nieracjonalnego dna tej całej sytuacji, dodatkowych informacji, których być może ktoś nie zauważył. Reasumując, sami sobie szukamy dziury w całym, co wynika z tego, że nie każdy jest zadowolony, że akurat tego pacjenta dostał. Nie tak to powinno wyglądać – opowiada medyk.

Medyk opowiedział także o swoich doświadczeniach związanych z prowadzeniem kursów pierwszej pomocy.

– Niektórzy źle wspominają swoje zetknięcie z ratownikami medycznymi. Prowadzę szkolenia z udzielania pierwszej pomocy, bo ludzie w ostatnim czasie naprawdę chcą się tego uczyć, wzrosła świadomość, dużo rozmawiam z kursantami. I okazuje się, że wielu bardzo źle wspomina spotkanie z ratownikami – byli niemili, opryskliwi. Znów zawiodła komunikacja i empatia. To, oczywiście, nie tak powinno wyglądać. Znów wracamy do tematu: dla nas to kolejny dzień w pracy, kolejny pacjent, a dla kogoś po drugiej stronie to najbardziej stresująca sytuacja w życiu. Pamiętajmy, że w każdym zawodzie możemy spotkać lepszych lub gorszych ludzi. Bardziej miłych i tych mniej przyjemnych. Nieważne czy jest to ratownik w karetce, czy piekarz w piekarni – wspomina Daniel Walas.

 

Źródło: zdrowie.pap.pl

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy