„To nie jest praca dla ludzi o słabym charakterze” – rozmowa z autorką bloga SOR-townia

Ten tekst przeczytasz w 6 min.

Rozmawiała: Marta Bogucka
– Nie raz usłyszałam od pacjenta: „Jak długo jeszcze będę czekać?! Przecież pani nic teraz nie robi!”. Dobrze, że dodają słowo „teraz”, bo jeszcze pięć minut wcześniej asystowałam przy szyciu rany – mówi autorka bloga „SOR-townia”, młoda pielęgniarka pracująca na szpitalnym oddziale ratunkowym. W rozmowie z Evereth News opowiada o tym, jak wyglądają pielęgniarskie początki i kiedy praca na SOR bywa najtrudniejsza.

Dlaczego zdecydowała się Pani zostać pielęgniarką? Czy dla Pani pielęgniarstwo to powołanie czy zawód? Jest Pani dumna ze swojej pracy?

Jestem dumna z tego, że jestem pielęgniarką, ale w moim przypadku nie było tak, że wybrałam ten zawód z powołania. To, że zostałam pielęgniarką, zawdzięczam mojej babci. To ona wskazała mi kierunek, kiedy nie wiedziałam, czym chciałabym się zajmować w życiu. Pewnego razu usiadła obok mnie i powiedziała, że kiedy była młoda, chciała zostać pielęgniarką. Zapytała, czy ja nie chciałabym o tym pomyśleć. Pomyślałam – i stało się. Skończyłam studia, wiele kursów, jestem w trakcie specjalizacji ratunkowej.

Dla mnie bycie pielęgniarką to przede wszystkim praca, którą lubię. Pomimo wielu ciężkich sytuacji nie zmieniłabym jej na żadną inną.

Wspomina Pani o robieniu specjalizacji. Czy epidemia koronawirusa wpłynęła na Pani plany zawodowe, utrudniła ich realizację lub zmusiła do zmiany lub odłożenia w czasie zamierzonych celów?

Epidemia rzeczywiście utrudniła realizację moich celów zawodowych, w tym również  ukończenie specjalizacji. Niestety wszystkie zajęcia zostały odwołane, ale rozumiem tę decyzję, ponieważ była podyktowana powagą sytuacji, w której się znajdujemy. Najbardziej żałowałam, że odwołano kurs „RKO noworodka”. Dzieci to pacjenci, którzy są trudni w opiece, ponieważ rzadko mamy z nimi do czynienia. 

Mimo wszystko z optymizmem patrzę w przyszłość. Gdy tylko będzie to możliwe, dokończę specjalizację, zrobię wszystkie zaplanowane kursy, tak by móc jak najlepiej robić to, co kocham – ratować życie drugiego człowieka.

Pracuje Pani na szpitalnym oddziale ratunkowym. Czy Pani zdaniem ta jednostka to dobry wybór na pierwszą pracę po zakończeniu studiów? Jakie są jej wady i zalety?

Szpitalny oddział ratunkowy to idealne miejsce na pierwszą pracę, ponieważ ma się tam styczność z bardzo różnorodnymi przypadkami, poczynając od zwykłych skaleczeń, aż po nagłe zatrzymanie krążenia. Dzięki temu zdobywamy bardzo duże doświadczenie, wraz z każdym pacjentem można się nauczyć czegoś nowego.

Z drugiej strony SOR to na pewno nie jest miejsce pracy dla kogoś, kto lubi usystematyzowaną, przewidywalną pracę. Na oddziale istnieje pewna rutyna – zabiegi, podawanie leków, toaleta. Na SOR nigdy nie wiadomo, co się wydarzy podczas dyżuru. Kiedy myślimy, że widzieliśmy już wszystko, trafia do nas kolejny pacjent, który potrafi nas zaskoczyć.

Praca na SOR nie jest też dla ludzi o słabym charakterze. Chociaż robimy, co w naszej mocy, by każdy pacjent otrzymał pomoc i spędził na SOR jak najmniej czasu, często stajemy się obiektem ataków, ponieważ w sytuacjach nagłych, kryzysowych, trudno jest zapanować nad emocjami i stresem. Nie każdy będzie umiał znieść krzyki, pretensje i wyzwiska. Poza tym wielu pacjentów przywożonych przez karetki ma poważne problemy z higieną. Przyjeżdżają do nas z różnymi pasożytami, z częściami ciała w stanie rozpadu. Zajmowanie się takimi pacjentami również wymaga silnych nerwów.

Czy pamięta Pani swój pierwszy dyżur na SOR? Co Pani wtedy czuła?

Doskonale pamiętam swój pierwszy dyżur. Czułam się bardzo niepewnie i bałam się, czy nie zrobię czegoś źle. Na początku nie potrafiłam dobrze założyć wenflonu, a EKG było dla mnie niezrozumiałym szlaczkiem. Oczywiście z czasem nauczyłam się tego wszystkiego i tak naprawdę nadal uczę się nowych rzeczy.

W trakcie epidemii głośno zrobiło się na temat problemu hejtu wobec pracowników ochrony zdrowia. Czy Pani zdaniem praca na szpitalnym oddziale ratunkowym uczy radzenia sobie z negatywnymi reakcjami pacjentów, przyzwyczaja do nich? W jaki sposób Pani reaguje na przykre, stresujące sytuacje związane z zachowaniem pacjentów?

Praca na oddziale ratunkowym to prawdziwa szkoła życia. Nie raz zdarzyło się, że pacjent mnie opluł, zwyzywał. W naszym kraju nie ma wysokich kar za znieważenie czy nawet przemoc fizyczną wobec medyków. Zbyt wiele incydentów uchodzi płazem. Podczas epidemii niestety zwiększyła się skala takich sytuacji. Przypadki dewastowania aut, domów, stosowania gróźb, wyzwisk… Z tego powodu coraz mniej osób chce się kształcić na pielęgniarkę czy ratownika medycznego. Braki kadrowe już teraz są ogromne, a jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat nie będzie miał nas kto ratować.

Mój sposób na odreagowanie przykrych sytuacji w pracy to długie spacery w spokojnej okolicy, z dala od ludzi. Pomagają mi też rozmowy z najlepszym przyjacielem – moim mężem.

Ze szpitalnymi oddziałami ratunkowymi wiąże się wiele negatywnych stereotypów. Wielu pacjentów uważa, że to miejsce, gdzie nikt się nimi nie interesuje i nie sposób otrzymać pomoc. Jak to wygląda z perspektywy pielęgniarki?

Jedną z przyczyn, dla których SOR-y są tak przepełnione i niewydolne, jest to, że trafiają do nich pacjenci, którzy wcale nie potrzebują pilnej pomocy. Często się zdarza, że podczas wstępnej segregacji dowiaduję się od pacjenta, że jego dolegliwości trwają od dwóch miesięcy albo że pomimo pilnego skierowania zwlekał przez kilka dni z przyjściem do szpitala. Wielu z tych pacjentów mogłoby i powinno udać się do lekarza rodzinnego lub do nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej, ale przychodzą na SOR, ponieważ wydaje im się, że dzięki temu otrzymają diagnozę czy receptę szybciej. 

Pacjenci na SOR są też często bardzo roszczeniowi. Każdemu wydaje się, że to jego boli najmocniej i to on powinien otrzymać pomoc jako pierwszy. Mają do nas pretensje, że muszą czekać na swoją kolej. Nie raz usłyszałam od pacjenta: „Jak długo jeszcze będę czekać?! Przecież pani nic teraz nie robi!”. Dobrze, że dodają słowo „teraz”, bo jeszcze pięć minut wcześniej asystowałam przy szyciu rany…

Ludzie nie rozumieją, że to nie od zespołu medycznego zależy, ile będą czekać od momentu przyjęcia na SOR do chwili, gdy zostanie podjęta decyzja o przyjęciu na oddział lub odesłaniu do domu. To na mnie jako pielęgniarce skupia się złość i frustracja pacjenta, tymczasem ja nie wiem, ile czasu zajmą laborantom badania, nie mam wpływu na to, jak długo będzie się wchłaniać podłączona kroplówka. I co najważniejsze: nie mogę przewidzieć, czy za chwilę nie nastąpi gdzieś poważny wypadek i nie trafi do nas 10 ciężko rannych osób, którymi trzeba będzie zająć się najpierw…

Pamiętam, jak kiedyś prowadziliśmy resuscytację na sali reanimacyjnej. Na salę dosłownie wparowała jakaś kobieta i zaczęła się uskarżać, że od dwóch godzin czeka na wyniki. Zapytałam, czy nie widzi, co robimy. Widziała – i awanturowała się dalej.

W jednym z postów na swoim blogu porusza Pani także kwestię solidarności pomiędzy pielęgniarkami. Czy mogłaby Pani opowiedzieć o swoich doświadczeniach w tej kwestii – czy na początku drogi zawodowej częściej spotykała się Pani z życzliwością koleżanek po fachu, czy też zdarzały się wrogie reakcje? Jak jest teraz, a jak Pani zdaniem powinno być?

Moje wyobrażenia bardzo szybko zweryfikowała rzeczywistość. Pierwsza praca, pierwszy dyżur. Byłam bardzo zagubiona. Miałam nadzieję, że ktoś mi wszystko pokaże. Rozumiałam, że pielęgniarki pracujące na oddziale są zajęte, dlatego kiedy czegoś nie wiedziałam, sama zadawałam pytania. Byłam podekscytowana pierwszymi pacjentami. Zapytałam o coś starszą koleżankę i jaką odpowiedź  usłyszałam? „Nie jesteś tu na praktykach, musisz to wiedzieć, będziesz miała za to płacone”. Te słowa zapamiętam do końca życia.

Jest niestety trochę prawdy w tym, że środowisko pielęgniarek i położnych to jedna z bardziej skonfliktowanych grup zawodowych, w której brak jedności i wzajemnego szacunku. Zdarzają się niepotrzebne konflikty, które nie zawsze udaje się rozwiązać między sobą. Są też jednak oczywiście cudowne osoby i jest ich na szczęście znacznie więcej.

Atmosfera i relacje między personelem mają ogromny wpływ na postrzeganie naszego środowiska zawodowego przez pacjentów. Przecież najważniejsza jest współpraca. Kiedy przychodzi do pracy osoba po studiach, staram się jej zawsze wszystko wytłumaczyć, pokazać i traktować ją tak, jak ja chciałam, żeby mnie traktowano, kiedy zaczynałam swoją pierwszą pracę. Uważam, że takie podejście jest właściwe i powinno być jak najbardziej rozpowszechnione.

Obecnie temat epidemii zaczyna cichnąć, wiele osób zaczyna zapominać o zagrożeniu, przestaje stosować środki bezpieczeństwa. Co Pani sądzi o tej sytuacji? Czy patrzy Pani w przyszłość z obawą, czy też z optymizmem?

Kiedy o pandemii było głośno w mediach, ludzie bili nam, medykom, brawo, a SOR wyglądał jak opuszczone miejsce, bo pacjenci w obawie przed wirusem rezygnowali ze zgłaszania błahych dolegliwości. Właśnie wtedy najbardziej lubiłam chodzić do pracy, ponieważ wiedziałam, że to, co robię, ma sens. Przyjeżdżali do szpitala tylko ci, którzy naprawdę potrzebowali pomocy.

Teraz wszystko pozornie wróciło do normy. W oczach ludzi znów jesteśmy nierobami pijącymi kawę. Ludzie przestają wierzyć w istnienie wirusa. Ja wiem, że ten wróg istnieje. Zazdroszczę osobom, które nie znają nikogo, kto zachorował, i jednocześnie trzymam kciuki, żeby tak zostało. Kiedy zakładam na siebie zupełnie nieprzewiewny kombinezon i maskę, która po ściągnięciu zostawia ślady na mojej twarzy, zastanawiam się, kiedy to się skończy. Bardzo bym chciała, żeby w statystykach było 0 zarażonych. Żeby tak się stało, musimy razem zadbać o swoje bezpieczeństwo. W weekend przejeżdżałam przez miejscowość wypoczynkową. Na deptaku były dziesiątki ludzi, bez maseczek. Jedni jedli lody, inni rozmawiali. Nad zalewem leży koc obok koca. W sklepach też nie widzę, żeby ktoś nosił maseczki…Nie wolno panikować, ale zachowajmy się odpowiedzialnie, a wszystko będzie dobrze.

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

Przeczytaj także: Choroba zapalna u dzieci po przebyciu COVID-19 – nowe badania

1 comment

    Lekarze stoją za sobą murem, pielęgniarki niestety … pracuję długo w tym zawodzie więc trudno tego nie zauważyć.

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy