Jak wyglądają studia pielęgniarskie? Rozmowa ze studentką pielęgniarstwa [cz.1]

Ten tekst przeczytasz w 5 min.

„Zanim pierwszy raz weźmie się do ręki igłę, wenflon, stetoskop, trzeba wziąć łyżkę, gąbkę do mycia, pampersa. I to jest zapewne największy szok” mówi o studiach pielęgniarskich Małgorzata Lalik, studentka Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. W rozmowie z Evereth News opowiada o tym, jak wyglądają pierwsze kroki w nauce zawodu, co w studiach jest najtrudniejsze, a także jak przygotować się na praktyki w szpitalu.

Jak wyglądają pierwsze kroki na studiach pielęgniarskich? Czego się spodziewałaś, idąc na te studia? Czy coś Cię w nich zaskoczyło?

Idąc na te studia, nie miałam żadnych oczekiwań, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Była tylko ekscytacja na myśl o pierwszym fartuchu, stetoskopie (tak, pielęgniarkom też jest on potrzebny!). Pozytywnie zaskoczyło mnie wiele zajęć, np. mikrobiologia. Mogliśmy na tych zajęciach pobierać wymazy z gardła koleżanki bądź z różnych powierzchni w budynku uniwersyteckim i hodować swoje bakterie.

Spotkałam na studiach wiele życzliwych osób, którym naprawdę zależy na studentach. Jeśli tylko chcemy się rozwijać, uczelnia daje nam takie możliwości, to też było bardzo pozytywne zaskoczenie. Już pod koniec pierwszego roku brałam udział w międzynarodowej konferencji pielęgniarek, na którą wraz z koleżankami, pod okiem pani doktor, która w nas uwierzyła, przygotowywałyśmy plakat, miałyśmy okazję go zaprezentować. Wystarczy tylko chcieć się rozwijać, uwierzyć w siebie, a możliwości ku temu same się znajdą.

Jak w praktyce wygląda studiowanie pielęgniarstwa? Jak dużo masz zajęć, ile czasu spędzasz na uczelni?

Zajęć jest bardzo dużo, w dodatku czasami się na siebie nakładają, odbywają się w różnych częściach miasta, przez co trudno jest dotrzeć na nie na czas. Na pierwszym roku praktycznie nie rozstawałam się z uczelnią. Zajęcia zaczynały się wcześnie rano, a kończyły najwcześniej o godz. 20:30. Później zrobiło się trochę łatwiej, na drugim roku liczba zajęć się zmniejszyła.

Jak wyglądały początki – czy najpierw było dużo teorii, czy też od razu weszła praktyka?

W pierwszych miesiącach zajęcia składały się z samej teorii, która była przeplatana zajęciami w pracowniach. Tam wszystkiego uczyliśmy się na fantomach. Odbywaliśmy też zajęcia np. z badań fizykalnych, gdzie za zgodą koleżanki mogłyśmy ją osłuchać i zbadać. Poprawnego bandażowania i zakładania wenflonu uczyłam się w warunkach domowych, dzięki pomocy mamy i koleżanek, które zgodziły się na rolę „żywych fantomów”. Praktyka, czyli kontakt z pacjentem, pojawiła się dopiero pod koniec pierwszego roku studiów. Na obecnym etapie większość zajęć odbywa się w bezpośrednim kontakcie z pacjentem.

Które zajęcia okazały się najtrudniejsze?

Ilość materiału do opanowania w bardzo krótkim czasie jest niestety przerażająca. Na własnej skórze doświadczyłam tego, jak trudno jest w pełni nauczyć się w tydzień danego układu na anatomię czy antybiotyków na farmakologię. Nie wspominając już o innych zajęciach, na które trzeba być przygotowanym, kolokwiach bądź poprawkach, które przy takiej ilości materiału się zdarzają. Czasem trzeba niestety wybrać, z którego przedmiotu się uczyć, a na którym można sobie pozwolić na poprawę.

Dla mnie najtrudniejsze były anatomia, fizjologia i farmakologia, choć nie ze względu na materiał, tylko na brak czasu. Podstawy pielęgniarstwa też okazały się wymagające. Uczyliśmy się wykonywać precyzyjne iniekcje, a często drżenie rąk było nie do opanowania. Dobra organizacja czasu i priorytetów jest na tych studiach bardzo ważna.

Studia pielęgniarskie to nie tylko uczelnia, ale też szpital. Ważny element tych studiów to zajęcia praktyczne. Czy mogłabyś o nich opowiedzieć? Jak wygląda przygotowanie do tych zajęć?

Zajęcia praktyczne w szpitalu są poprzedzone egzaminem OSCE, który sprawdza nasze umiejętności. Droga do zajęć w szpitalu jest długa i wymagająca. Naukę zaczynamy od podstawowych rzeczy, takich jak higieniczne mycie rąk, ścielenie łóżka, pielęgnacja pacjenta, iniekcje, żeby potem dojść do bardziej zaawansowanych rzeczy, na przykład bloków tematycznych z chirurgii czy pediatrii. Zajęcia z psychologii i etyki też są bardzo ważne, ponieważ pomagają zrozumieć pacjenta i reagować adekwatnie do sytuacji.

Czy bardzo się stresowałaś przed pierwszymi zajęciami z pacjentami? Jakie to uczucie, kiedy po raz pierwszy bierze się do ręki igłę albo stetoskop?

Bardzo się cieszyłam na myśl o pierwszych zajęciach w szpitalu i ta radość stłumiła stres. Dopiero na dalszych zajęciach zaczęłam się denerwować, ale musiałam się nauczyć nad tym panować.

Zanim pierwszy raz weźmie się do ręki igłę, wenflon, stetoskop, trzeba wziąć łyżkę, gąbkę do mycia, pampersa. I to jest zapewne największy szok. Ale nie od razu Rzym zbudowano. Uczymy się pokory i cierpliwości. To już nie fantom, ale żywy człowiek, każdy ruch tu się liczy, nie ma miejsca na duże potknięcia.

Stopniowo uczymy się opieki nad pacjentem. Pomagamy przy cewnikowaniu pęcherza, przygotowywaniu leków. W końcu nadchodzi moment, kiedy słyszymy polecenie: „Proszę przygotować lek i podać go w iniekcji podskórnej”. To duży stres, bo nie chce się popełnić błędu, ale jednocześnie jest satysfakcja, że dotarliśmy do punktu, kiedy mamy na tyle dużą wiedzę, że można samodzielnie zrobić zastrzyk. Jestem z siebie dumna, że umiem pobrać krew, że umiem wykonać iniekcję, że pacjent czuje się przy mnie bezpiecznie, a panie pielęgniarki ufają w moje umiejętności. Choć przyznam też , że gdy pierwszy raz miałam pobrać krew, to ręce drżały mi jak oszalałe, ale z czasem stres mija, a my czujemy się coraz pewniej.

Czy trudno jest pogodzić naukę z zajęciami praktycznymi w szpitalu?

Dzięki połączeniu zajęć teoretycznych z pracą w szpitalu łatwiej jest znaleźć motywację. Wiem, że muszę się czegoś nauczyć, bo np. mam praktyki na oddziale chirurgii ogólnej, będę się przyglądać operacji bądź badaniom diagnostycznym. Na samych praktykach staram się zadawać jak najwięcej pytań, aby wszystko zrozumieć i zapamiętać.

Gdy mamy zajęcia w szpitalu, zajęć na uczelni jest o wiele mniej, dzięki czemu łatwiej pogodzić ze sobą naukę, praktyki i życie prywatne.

Czy masz jakieś rady dla młodszych koleżanek i kolegów odnośnie zajęć praktycznych – jak się do nich przygotować, czego oczekiwać, z jakimi problemami można się na nich spotkać?

Przede wszystkim spokój, opanowanie, empatia wobec pacjentów i wiara w siebie. Przed zajęciami staram się pomyśleć chwilę o osobach, które na nich spotkam, wczuć się w ich sytuację i pomyśleć o tym, jak bym chciała być traktowana na ich miejscu. To pomaga mi ich zrozumieć.

Warto zawsze mieć w kieszeni mały notatnik i długopis, bo często dostajemy od personelu, który z nami pracuje, wiele cennych wskazówek, które warto zapisać.

Ważny jest też schludny wygląd – wyprasowany, czysty mundurek, związane włosy, krótko obcięte, naturalne paznokcie.

Warto jak najbardziej się angażować – pytać, czy możemy w czymś pomóc, wykonać coś samodzielnie, obserwować. Jeśli czegoś nie rozumiemy, trzeba pytać, bo dzięki temu będziemy postrzegani jako osoby, które naprawdę chcą się czegoś nauczyć. Największym problemem może być zazdrość – o to, że koleżanka z roku już pobierała krew, a my nie, o to, że uczestniczyła w jakimś zabiegu. Nie można się tym przejmować, trzeba robić swoje, żeby zyskać z zajęć jak najwięcej. Moja rada – wykorzystujcie każdą możliwą okazję do nauki, a gdy nie ma do tego sposobności, starajcie się chociaż przez chwilę porozmawiać z pacjentami. Oni czekają na chwilę rozmowy i także mogą nas wiele nauczyć, przede wszystkim tego, jak być człowiekiem dla drugiej osoby.

Przeczytaj też:

Jak zostać pielęgniarką? Uczelnie, wymagania, możliwości

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

Przeczytaj także: Co drugi lek kupowany w internecie może być sfałszowany. Jak się przed tym uchronić?

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy