Pandemia Covid-19 w USA: „Koronawirus wykończył nas psychicznie i fizycznie”

Ten tekst przeczytasz w 6 min.

„Pielęgniarki w Stanach Zjednoczonych uważają, że powinny otrzymywać wyższe wynagrodzenia, adekwatne do warunków pracy. Nie znajdujemy się jednak w tak trudnej sytuacji, by wychodzić na ulice i protestować” – zaznaczyła w rozmowie z Evereth News Monika Nowacka, pielęgniarka z oddziału Emergency Department w Newark Beth Israel Medical Center w stanie New Jersey.

Karolina Rybkowska, Evereth News: W jaki sposób uzyskuje się prawo do wykonywania zawodu pielęgniarki w USA?

Monika Nowacka: W Stanach Zjednoczonych istnieje wiele możliwości kształcenia się w zakresie pielęgniarstwa. Można ukończyć kurs Licencjonowanej Praktykantki Pielęgniarstwa (LPN), uzyskać dyplom Associate in Science, tytuł dyplomowanej pielęgniarki (Registered Nurse), licencjatu (Bachelor’s Degree in Nursing), magistra (Master of Science in Nursing) lub doktoratu (Advance Practice Nurse). Po ukończeniu nauki, by zyskać prawo do wykonywania zawodu, konieczne uzyskanie pozytywnego wyniku egzaminu Krajowej Rady Licencyjnej (NCLEX) – licencji pielęgniarskiej, która uprawnia do pracy w zawodzie

Osobiście posiadam tytuł dyplomowanej pielęgniarki – Registered Nurse oraz tytuł licencjacki Bachelor’s Degree in Nursing. Na naukę poświęciłam łącznie 4 lata.

Rozpoczęcie pracy w specjalistycznym oddziale w Polsce wiąże się z koniecznością posiadania odpowiedniej specjalizacji. W naszym kraju nie ma możliwości odbycia tych kursów w ramach studiów. Jak sytuacja wygląda w Stanach Zjednoczonych?

– W USA specjalizację można wybrać podczas studiów magisterskich lub doktoranckich. Z kolei osoby, które posiadają wykształcenie licencjackie: pielęgniarstwo ogólne, mogą odbyć szkolenie specjalizacyjne w placówce, w której znajdą zatrudnienie. Organizuje je pracodawca.

Od 2016 r. pracuję w oddziale Emergency Room w szpitalu Newark Beth Israel Medical Center. By rozpocząć pracę w tej jednostce wymagane było ukończenie 16-tygodniowego szkolenia. Długość szkolenia jest jednak uzależniona od specyfiki danego oddziału.

Jak wygląda Pani praca w Emergency Room? Czym charakteryzuje się ten oddział?

– Emergency Room lub Emergency Department w Stanach Zjednoczonych jest połączeniem izby przyjęć i SOR-u, specjalizuje się w medycynie nagłej potrzeby. Trafiają tam pacjenci zarówno wymagający nagłej interwencji, na przykład przywiezieni przez karetkę, ale także osoby, które zgłosiły się do szpitala osobiście. W Emergency Room dostępnych jest 80 łóżek, natomiast cały szpital posiada 655 miejsc.

W Polsce pielęgniarki mają szeroki zakres kompetencji, zależny od oddziału, posiadanego wykształcenia i ukończonych specjalizacji. Jak podział obowiązków wygląda w kraju, w którym Pani żyje?

– Uważam, że w USA praca pielęgniarki cechuje się dużą autonomią i liczbą obowiązków. Wynika to przede wszystkim z tego, że lekarze nie zawsze są obecni na oddziałach, przychodzą jedynie w nagłych przypadkach i kontrolnie raz na 24 godziny. Pielęgniarki muszą działać samodzielnie. Na naszych barkach niejednokrotnie spoczywa obowiązek podejmowania decyzji dotyczących leczenia pacjenta. Ponadto pielęgniarki z doktoratem mogą diagnozować choroby podstawowe, przeprowadzać wywiad z pacjentem, przepisać leki i zlecić badanie diagnostyczne.

Bardzo ważnym elementem naszej pracy jest również uzupełnienie elektronicznej dokumentacji medycznej. Wszystkie czynności wykonywane przy pacjencie muszą być przekazane lekarzowi prowadzącemu.

W Polsce zgodnie z normami zatrudnienia obowiązującymi na oddziałach szpitalnych od stycznia 2019 r., na izbie przyjęć dwoma pacjentami opiekuje się jedna pielęgniarka. Czy w USA istnieją tego rodzaju normy zatrudnienia?

– W szpitalu, w którym pracuję jedna pielęgniarka opiekuje się maksymalnie 6 pacjentami, dlatego na zmianie powinno być ok. 15 pielęgniarek. Nie istnieją jednak normy zatrudnienia, które szczegółowo określają liczbę pielęgniarek przypadających na jednego pacjenta. W czasie pandemii COVID-19, kiedy pacjentów było znacznie więcej, a personelu medycznego ubywało, zdarzało się, że pielęgniarka zajmowała się 8-9 pacjentami. Natomiast w szpitalach w Nowym Jorku dochodziło do sytuacji, gdzie jedna pielęgniarka miała pod opieką nawet 15 pacjentów.

Praca w Emergency Room jest bardzo ciężka. Nie możemy odmówić pacjentowi przyjęcia, ze względu na małą liczbę łóżek czy niewystarczającą liczbę personelu. Oddział ten jest otwarty 24 godziny na dobę. Każda osoba, która się zgłosi, musi zostać zbadana, nawet jeżeli wiąże się to z wielogodzinnym oczekiwaniem na przyjęcie. Wszystkie szpitale dążą jednak do tego, by działać na jak najwyższym poziomie, ponieważ każda placówka jest oceniana przez pacjentów. Sondaże te wpływają na wysokość donacji, które otrzymuje szpital od rządu stanowego. Dofinansowanie może być także udzielane przez osoby prywatne i firmy. Obecnie szpital w Newark, w którym pracuję, przechodzi przebudowę. Na ten cel przeznaczono 150 mln USD. Większość tych środków pochodzi właśnie z donacji prywatnych.

Wspomniała Pani, że w USA pielęgniarka niekiedy zajmuje się 9 pacjentami. Jak udaje się zaplanować pracę przy tak dużej liczbie pacjentów?

– Wszystkie szpitale w USA posiadają pomoc pielęgniarską. Dzięki temu nie zajmujemy się takimi czynnościami, jak higiena pacjenta, pomiar ciśnienia czy poziomu cukru we krwi. Niektórzy pracownicy pomocy medycznej posiadają również kwalifikacje uprawniające do pobrania krwi. Zajmują się także osobami, które trafiają do oddziału z problemami psychicznymi, np. schizofrenią czy po próbie samobójczej. W takich sytuacjach pomoc pielęgniarska zostaje z tą osobą do momentu konsultacji z psychiatrą. W każdym szpitalu jest jeden pracownik pomocy pielęgniarskiej na około 10 pacjentów. To bardzo duże ułatwienie dla pracy pielęgniarki, która w większym zakresie może skupić się na pacjencie.

W Polsce wynagrodzenie pielęgniarki uzależnione jest od poziomu wykształcenia, a także posiadanych specjalizacji. Te pensje, jak podkreśla środowisko, nie są adekwatne do kompetencji i odpowiedzialności, dlatego walczono o to, by siatka płac zapewniała godne wynagrodzenie zasadnicze. Czy zarobki pielęgniarki w Stanach Zjednoczonych są zadowalające?

– W Stanach Zjednoczonych wynagrodzenie nie jest ustalane na podstawie współczynników pracy, tak jak w Polsce. Każdy pracodawca określa pensję na własnych zasadach, biorąc pod uwagę zarówno doświadczenie, jak i posiadane wykształcenie. Na poziom wynagrodzenia wpływają też inne czynniki, jak rodzaj placówki, system szpitalny i region, a także niektóre certyfikaty specjalistyczne. Pielęgniarki mogą również negocjować pensję z pracodawcą.

Wynika zatem, że brak współczynników płacy może przynieść więcej korzyści? Czy to nie do końca wygląda tak kolorowo?

– Praca pielęgniarki w USA jest ogromnym wyzwaniem, wiąże się z dużą odpowiedzialnością i stresem. Jest także trudna pod względem fizycznym. Dlatego pielęgniarki w Stanach Zjednoczonych również uważają, że powinny otrzymywać wyższe wynagrodzenia, adekwatne do warunków pracy. Nie znajdujemy się jednak w tak trudnej sytuacji, by wychodzić na ulice i protestować. Biorąc pod uwagę ogólne zarobki w USA, to uważam, że praca pielęgniarki jest jednak dość dobrze opłacana. Pozwala utrzymać siebie, rodzinę i żyć na godnym poziomie. Dlatego osobiście nie widzę potrzeby, by podejmować się pracy dodatkowej. Ponadto uważam, że za oceanem zawód nasz cieszy się bardzo dużym szacunkiem wśród społeczeństwa. Wielu lekarzy, zwłaszcza w oddziale Emergency Room, traktuje nas na równi ze sobą.

Wspomniała Pani już o brakach kadrowych w USA, których doświadczyliście podczas pandemii. Czy przed kryzysem COVID-19 również borykaliście się z niewystarczającą liczbą personelu? W Polsce sytuacja staje się coraz bardziej krytyczna. Ponad 60 tys. pielęgniarek pracuje, mimo tego, że posiada uprawnienia emerytalne. Do zawodu z roku na rok wchodzi coraz mniej osób, a te, które kończą studia, często decydują się na pracę za granicą.

– Zanim pandemia uderzyła w system zdrowotny w Stanach Zjednoczonych, braki kadrowe nie były problemem. Obecnie natomiast również mierzymy się z coraz mniej optymistyczną kwestią kadrową wśród personelu pielęgniarskiego. Przyczyną tej sytuacji, jak wspomniałam, jest pandemia koronawirusa, w związku z którą, wiele osób zrezygnowało z zawodu. Ze szpitala Beth Israel Medical Center w obliczu kryzysu COVID-19, tylko z oddziału Emergency Room odeszło około 50 pielęgniarek. Koronawirus wykończył nas psychicznie i fizycznie.

Zarówno w Nowym Jorku, jak i w New Jersey, w poprzednim roku występowało duże ognisko zachorowań. COVID-19 dotknął wiele pielęgniarek, również mnie. W obliczu strachu przed wirusem pielęgniarki odchodziły z pracy, zmieniały specjalizację, która nie wiązała się z tak wysokim stresem, lub zupełnie rezygnowały z pielęgniarstwa. Praca w Emergency Room na co dzień jest trudna, wymagająca i stresująca. Pandemia COVID-19 jeszcze bardziej wpłynęła na nasze warunki pracy.

W zeszłym roku Stany Zjednoczone były jednym z największych ognisk rozprzestrzeniania się pandemii na świecie. Jak ta sytuacja wpłynęła na Pani pracę?

– Personel medyczny w szpitalu w Newark odczuł pandemię przede wszystkim pod względem dostępności środków ochrony indywidualnej i sprzętu ratującego życie. Brakowało maseczek, przyłbic, gogli i kombinezonów. W pewnym momencie tych środków było na tyle mało, że do szpitali trafiały dostawy maseczek od osób prywatnych. Ponadto kombinezony dostępne były jedynie w oddziałach intensywnej terapii, a wentylator do sztucznego oddychania dzielony był w niektórych szpitalach między dwóch pacjentów. W placówce, w której pracuję na szczęście nie dochodziło do takich sytuacji. Niejednokrotnie natomiast zastanawiano się, któremu pacjentowi dać dostęp do sprzętu ratującego życie. Każdego dnia modliliśmy się o zakażonych i o tych, którzy przegrali walkę z COVID-19.

 

 

PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #ZAWÓDPIELĘGNIARKA:

 

https://www.facebook.com/everethnews

Dodaj komentarz

Shopping cart

0
image/svg+xml

No products in the cart.

Kontynuuj zakupy