– Mam wrażenie, że z dyżuru na dyżur oswoiłyśmy się z tą nową codziennością. Jednak do tej pory idąc do pracy odczuwamy niepokój. Myślę też, że ten największy stres przeżywamy o nasze rodziny – podkreśliła w rozmowie z Evereth News położna Daria Jeżewska związana od 10 lat z CSK MSWiA w Warszawie przekształconym aktualnie w jednoimienny szpital zakaźny.

Evereth News, Natalia Janus: Jakie były Pani pierwsze wrażenia wchodząc na swój oddział po przekształceniu CSK MSWiA w jednoimienny szpital zakaźny?
Położna, Daria Jeżewska: Z uwagi na to, że nikt z nas dotychczas nie miał jeszcze styczności z tego rodzaju wirusem, pierwsze dni po przekształceniu były dla nas zagadką, której towarzyszyła obawa. Nie wiedziałyśmy jak się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć. Natomiast nie taki diabeł straszny jak go malują. Okazało się, że logistycznie jest to bardzo dobrze zorganizowane.
Nie boi się Pani pracy w obecnych warunkach?
– Mam wrażenie, że z dyżuru na dyżur oswoiłyśmy się z tą nową codziennością. Mamy to szczęście, że w szpitalu nie brakuje środków ochrony osobistej. Również dzięki temu, że wszyscy stosujemy się do zaleceń, ta obawa jest zdecydowanie mniejsza.
– My jako personel medyczny nawzajem się wspieramy i możemy na siebie liczyć, a to także jest bardzo cenne i dodaje otuchy w tym trudnym czasie. Jednak do tej pory idąc na dyżur odczuwamy niepokój. Myślę też, że ten największy stres przeżywamy o nasze rodziny.
A jak wygląda kwestia logistyki na oddziale?
– Zarówno nasz oddział, jak i cały szpital podzielony jest na strefę czystą i brudną. Po oddziale poruszamy się po specjalnie w tym celu wytyczonych ścieżkach. Są również wykonane śluzy, gdzie personel medyczny w jednej z nich ubiera się we wszystkie elementy ochrony osobistej, natomiast w osobnej „śluzie brudnej” zdejmuje całe wyposażenie.
Jakie środki ochrony osobistej stosuje Pani w swojej pracy?
– Zgodnie z zarządzeniem, przebywając w strefach czystych naszym obowiązkiem jest posiadanie maseczki zasłaniającej nos i usta. Natomiast wchodząc do strefy, gdzie leżą pacjenci zakażeni koronawirusem odpowiednio się ubieramy. Zakładamy specjalny fartuch, maseczki hepa, przyłbicę oraz specjalne obuwie. W zachowaniu przez nas zasad bezpieczeństwa epidemiologicznego ogromne znaczenie ma nie tylko kolejność ubieranych środków ochrony osobistej, ale przede wszystkim kolejność ich zdejmowania.
Czy byliście do tej pracy w „nadzwyczajnych warunkach” przygotowywani?
– Odbyliśmy liczne szkolenia w tym zakresie, organizowane przez szpital. Wiemy zarówno jak postępować z pacjentami dodatnimi, jak się prawidłowo ubierać, ale i rozbierać, aby uniknąć zakażenia czy przeniesienia wirusa. Otrzymywaliśmy też materiały edukacyjne dla utrwalenia wiedzy niezbędnej w nowej sytuacji epidemiologicznej.
W jakim stanie trafiają do Was pacjentki?
– Na nasz oddział trafiają pacjentki z potwierdzonym zakażeniem COVID-19, ale także po kontakcie z osobą zarażoną. W związku z tym, że rolą położnej jest opieka nad kobietą na każdym etapie życia przyjmujemy zarówno kobiety w ciąży, ale i w okresie dojrzewania, połogu i okołomenopauzalnym. Zachowując wszelkie niezbędne zasady bezpieczeństwa staramy się opiekować tymi pacjentkami z takim samym zaangażowaniem jak dotychczas.
Jak z perspektywy położnej radzą sobie kobiety, które do Was trafiają?
– Myślę, że dla nich również sytuacja jest wyjątkowo stresująca. Dotychczas kobiety miały możliwość porodu z osobami towarzyszącymi, w tej chwili nie ma takiej możliwości. Rozumiemy ich obawy, dlatego dokładamy wszelkich starań, aby zminimalizować ich strach.
Czy widzi Pani dodatkową rolę położnych w tym okresie?
– Pracujemy z kobietami, pracujemy dla kobiet i mam wrażenie, że zawód położnej jest zawodem pełnym empatii. Jesteśmy w stanie zrozumieć emocje naszych pacjentek i w związku z tym, staramy się wspierać je w tak trudnych momentach. Dla nich to zupełnie inna rzeczywistość, dlatego staramy się zapewnić im to wsparcie psychologiczne.
Jak reaguje Pani otoczenie na to, że pracuje Pani w jednoimiennym szpitalu zakaźnym?
– Nie spotkałam się z żadnymi negatywnymi emocjami kierowanymi w moim kierunku. Wręcz przeciwnie. Aż serce rośnie, jak dostaję różnego rodzaju wiadomości od znajomych czy rodziny, z pytaniem jak sobie radzimy. To dodaje mi pozytywnej energii, która w tym trudnym czasie niewątpliwie się przyda. Potrzebujemy tego wsparcia.
Kiedy Pani zdaniem wrócimy do normalności?
– Nie wiem, myślę, że nikt tego nie wie. Ale my położne pracujące w szpitalu zakaźnym, jako strażniczki porodu fizjologicznego tęsknimy za porodami siłami natury. A zgodnie z zaleceniami u pacjentek z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem ciąża jest rozwiązywana cięciem cesarskim. Dlatego mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej.
PRZECZYTAJ POPRZEDNI TEKST Z CYKLU #PORADNIKPOŁOŻNEJ: